- To po cóż było go wpuszczać
ogórek śremski F1 |audio books |hale
„— To po cóż było go wpuszczać... Przecie prosiłem, żeby...
, — Musisz mu wierzyć... — przerwała mu trochę tak, jak gdyby wciąż jeszcze był nie dość dorosły. Miała na sobie domową suknię, żeby nie powiedzieć szlafrok, na której chińskie smoki przeplatane były liliami; jej surowe pedantyczne uczesanie — siwy duży kok z tyłu głowy — wydawało się jakby zachwiane i przesunięte na bok. Obracała w palcach owalny medalion na szyi. Władczość, co od lat ujawniała się li tylko w sprawach gospodarczych i budżetu miesięcznego, przezierała z jej starczych a cokolwiek teraz wyniosłych rysów, odmładzając ją i przypominając synowi bardzo już odległe czasy.
— A o co chodzi — spytał, tym odmłodzeniem pani Róży poruszony. — Dlaczego mama przypuszcza, że mu nie wierzę
i— Bo on to wyczuł... dał mi to do zrozumienia...
— Wydaje mi się raczej Wykolejeńcem, niż Lordem Jimem...
Matka Grossenberga — a to trzeba dodać — pochodziła z grodzieńszczyzny, gdzie jej rodzice posiadali resztówkę. Swego czasu poznała tam niejaką baronową Brunów, krewną Szymanowskiego, starszą już, lecz bardzo urodziwą niewiastę, o której okoliczna fama głosiła, że była ongi pierwszą a nieodwzajemnioną miłością pewnego niedorostka, wolącego przygody na morzu od spokojnego życia na wsi, a zwącego się Korzeniowski. Utwory jego z rąk mecenasa, który miał zwyczaj dzielenia się z matką co ważniejszą nowiną, przedostały do różowej sypialni pani Róży i naraz tę sypialnię wypełniły swymi bohaterami... Może przeto że należała ona do czytelniczek Conrada starszego pokolenia, zareagowała na to wtargnięcie (kapitanów w tropikalnej bieli) — jak na nasze zrozumienie — raczej osobliwie. Conrad bowiem ją straszył. Przez tydzień nie mogła doczytać do końca Nostromo. Tajfun — zanim go doczytała — odkładała raz po raz na bok, zaś po Zwycięstwie źle spała przez kilka nocy. — To okropne, mówiła do syna, to takie straszne... — Mecenas dowiedział się później, iż straszyła ją nie tyle treść tych książek, co — obrazowość. — Jakbym to widziała... przez szparkę w drzwiach przyległego pokoju, tłumaczyła. To straszne...“(3)
druk cyfrowy |Mapa Polski |kolczyki
„— To po cóż było go wpuszczać... Przecie prosiłem, żeby...
, — Musisz mu wierzyć... — przerwała mu trochę tak, jak gdyby wciąż jeszcze był nie dość dorosły. Miała na sobie domową suknię, żeby nie powiedzieć szlafrok, na której chińskie smoki przeplatane były liliami; jej surowe pedantyczne uczesanie — siwy duży kok z tyłu głowy — wydawało się jakby zachwiane i przesunięte na bok. Obracała w palcach owalny medalion na szyi. Władczość, co od lat ujawniała się li tylko w sprawach gospodarczych i budżetu miesięcznego, przezierała z jej starczych a cokolwiek teraz wyniosłych rysów, odmładzając ją i przypominając synowi bardzo już odległe czasy.
— A o co chodzi — spytał, tym odmłodzeniem pani Róży poruszony. — Dlaczego mama przypuszcza, że mu nie wierzę
i— Bo on to wyczuł... dał mi to do zrozumienia...
— Wydaje mi się raczej Wykolejeńcem, niż Lordem Jimem...
Matka Grossenberga — a to trzeba dodać — pochodziła z grodzieńszczyzny, gdzie jej rodzice posiadali resztówkę. Swego czasu poznała tam niejaką baronową Brunów, krewną Szymanowskiego, starszą już, lecz bardzo urodziwą niewiastę, o której okoliczna fama głosiła, że była ongi pierwszą a nieodwzajemnioną miłością pewnego niedorostka, wolącego przygody na morzu od spokojnego życia na wsi, a zwącego się Korzeniowski. Utwory jego z rąk mecenasa, który miał zwyczaj dzielenia się z matką co ważniejszą nowiną, przedostały do różowej sypialni pani Róży i naraz tę sypialnię wypełniły swymi bohaterami... Może przeto że należała ona do czytelniczek Conrada starszego pokolenia, zareagowała na to wtargnięcie (kapitanów w tropikalnej bieli) — jak na nasze zrozumienie — raczej osobliwie. Conrad bowiem ją straszył. Przez tydzień nie mogła doczytać do końca Nostromo. Tajfun — zanim go doczytała — odkładała raz po raz na bok, zaś po Zwycięstwie źle spała przez kilka nocy. — To okropne, mówiła do syna, to takie straszne... — Mecenas dowiedział się później, iż straszyła ją nie tyle treść tych książek, co — obrazowość. — Jakbym to widziała... przez szparkę w drzwiach przyległego pokoju, tłumaczyła. To straszne...“(3)
druk cyfrowy |Mapa Polski |kolczyki